Dominika Lonc, sędzia piłkarska: Początki bywały trudne. Głównie przez stereotypy [ROZMOWA]

Daniel Sałek
archiwum Dominiki Lonc
Udostępnij:
Sędzia piłkarski w piękniejszej wersji. Porozmawialiśmy z Dominiką Lonc, sędzią z Podkarpacia na stopniu centralnym. Co zrobili kibice Czuwaju Przemyśl? Co można usłyszeć z trybun?

Jak przebiega "martwy" okres w sędziowaniu? Do początku sezonu jeszcze dwa miesiące. Brakuje adrenaliny, która towarzyszy podczas sędziowania spotkań piłkarskich?
Martwym okresem nazywamy przerwę pomiędzy rozgrywanymi sezonami czy rundami. Można zaliczyć go do wakacji sędziowskich, ale czy to tak wygląda w rzeczywistości? Poniekąd tak, odpoczęłam fizycznie i psychicznie, jednak nie można wypaść całkowicie z rytmu. Cały czas należy podtrzymywać motorykę i przygotowywać się do kolejnych egzaminów (kondycyjnych oraz teoretycznych). Czy brakuje adrenaliny? Oczywiście, że tak! To hormon, który towarzyszy przez większość przeprowadzonych spotkań. Brakuje mi tego meczowego przygotowania, wyjazdów oraz ludzi, z którymi współpracuję i bez których to nie miałoby sensu.

Czyli okres przygotowawczy u Ciebie rusza równo z piłkarzami? Nad czym skupiasz się najbardziej w tym okresie?
Można tak powiedzieć. Styczeń jest najcięższym okresem przygotowawczym dla wielu sędziów. Sędziując szczebel centralny mam możliwość skorzystania z treningów pana Grzegorza Krzoska, który zajmuje się naszym przygotowaniem motorycznym łącząc to z moją drugą pasją - z treningami siatkówki. Egzaminy są dość wymagające ponieważ biegamy tam interwałowo, co wiąże się z odpowiednim przygotowaniem.

Co spowodowało że zdecydowałaś się na taki niszowy zawód wśród kobiet?
To pytanie zadaję sobie do tej pory i nadal mam problem z odpowiedzią. Taki paradoks w moim życiu. Od dziecka gram w siatkówkę i nagle jeden mecz zmienia wszystko. Historia zaczęła już się tworzyć wiele lat wcześniej. Już jako małe dziecko odwracano mnie od boisk, a na uspokojenie rzucano piłkę (uśmiech). Pochodzę ze sportowej rodziny, co wiązało się z licznymi wyjazdami na mecze – co ciekawe z wielką ochotą a czasem nawet płaczem, że jednak nie mogę pojechać. Zostałam zaszczepiona przez dziadka oraz tatę, którzy już wtedy mieli czynny udział w podwórkowej piłce nożnej. Pewnego razu zostałam poproszona przez jednego z sędziów o zostanie jego asystentem na meczu juniorów (zazwyczaj wyznaczany zostaje jeden sędzia związkowy) i to był przełomowy moment w moim życiu. Nie miałam jeszcze 18-stu lat i nie wiedziałam do końca czy temu podołałam, ale poczułam, że mogę spróbować podejść do egzaminów na sędziego piłki nożnej. Zapisałam się na kurs i od tego się zaczęło – nie marzyłam jeszcze wtedy o tym etapie na którym jestem obecnie. Jednak dodam, że tato nie był zadowolony znając realia i mniej przyjemne strony futbolu. Początki bywały trudne, brak doświadczenia, młody wiek i to co najbardziej poruszało – płeć. Odczuwalne jest to zwłaszcza na najniższym szczeblu rozgrywkowym, gdzie panują jeszcze stereotypy, że kobieta i piłka nożna nie mogą iść w parze. Jednak mimo wszystko nauczyłam się rozmawiać i panować nad atmosferą meczu, często rozładowując ją śmiechem lub żartem. Tego wszystkiego nauczyli mnie po części koledzy, z którymi miałam przyjemność prowadzić mecze jak i sami zawodnicy.

Ile czasu potrzebowałaś, aby dotrzeć na szczebel centralny?
Szczebel centralny to już całkiem inna bajka. Przede wszystkim wyższa ranga, a co za tym idzie odpowiedzialność, konsekwencje, obserwatorzy i poziom trudności. Żeby dotrzeć na szczebel centralny trzeba dostać "powołanie", a więc nie każdy tam się może znaleźć. Jeżeli Ci zależy i będziesz ciężko pracować to Ci się uda. Bardzo ważnym elementem jest systematyczne zdawanie egzaminów oraz dobre noty od obserwatorów. Tak to miało się ze mną. Popracowałam nad kondycją oraz spędziłam kilkanaście godzin nad klipami i przepisami. Zajęło mi to 3, 4 lata.

Jak często odbywają się testy sędziowskie na poziomie amatorskim jak i już tym zawodowym?
Testy przeprowadzane są dwa razy w roku – bez względu na poziom. W przypadku szczebla centralnego są to wyjazdy do różnych miejscowości m.in. Spała, Łódź czy Warszawa. I zazwyczaj są to zgrupowania 2-3 dniowe.

Piłkarze próbują Ciebie podrywać? Może opowiesz nam jakieś ciekawe historie, z jakimi się do tej pory spotykałaś? Chętnie usłyszmy te wesołe i te smutniejsze, bo takie też pewnie się zdarzały.
Tak to prawda. Są już coraz rzadziej spotykane, ale jednak występują, co moim zdaniem często zaburza przebieg spotkania. Stereotyp kobiety prowadzącej mecz jest zauważalny zwłaszcza u starszych osób - utarło się nawet powiedzenie, że Polak zna się na wszystkim najlepiej dopóki się tego nie podejmie (śmiech). Patrząc już nie tylko pod kątem płci, ale także wieku, mamy do czynienia z brakiem szacunku - z czym zaczęto walczyć już od kilku lat podczas akcji #SzacunekDlaArbitra. Natury nie oszukasz. Zdarzają się piłkarze z dobrą bajarką, podrywacze czy ten najgorszy typ - wulgarni. Jednak to wszystko ma swoje granice - niektórzy ich nie rozumieją i je przekraczają, a u wielu jest to objaw sympatii i szacunku, co często działa w obie strony. Jeżeli chodzi o środowisko lokalne jestem znana z tego, że lubię sobie porozmawiać, często wytłumaczyć cos z uśmiechem, a także przyznać się do błędu. Jeżeli chodzi o sytuacje meczowe i płynące słowa to do końca życia zapamiętam mecz, w którym musiałam wykluczyć zawodnika za dwa napomnienia, a z jego ust usłyszałam: "otrzymać od Pani dwie żółte kartki to jak wygrać w totka – aż pójdę zagrać". Po czym zszedł z boiska, albo podobna sytuacja w przypadku zwykłej żółtej kartki: "od Pani to czysta przyjemność". Są to sytuacje bardzo zabawne dla mnie jak i dla kibiców. Najlepsze teksty można jednak usłyszeć od kibiców "Baby do bigosu", "Placki piec", "Zapraszamy na kielicha", "Potrzymać parasol bo pada". Te okrzyki również tworzą aurę spotkania. Na jednym z meczów klasy okręgowej, mogę nawet zdradzić gdzie to było, będąc sędzią asystentem, sędziując w najbardziej jaskrawej koszulce zaatakowały mnie jakieś komary czy muszki i nagle słyszę od kibiców, z trybuny Czuwaju Przemyśl: "proszę łapać". Zdążyłam się tylko odwrócić, a tam środek w sprayu na komary – to był zabawny moment, który uratował mi kolejne minuty spotkania. Do tych mniej przyjemnych należały obelgi, wyzwiska czy wezwania ochrony czy Policji.

Czy uważasz, że Twoim dużym atutem jest szósty zmysł do sędziowania i niejeden raz podjęłaś decyzję gwiżdżąc "na nos"?
"Szósty zmysł" jest bardzo ważnym elementem w życiu sędziego. Jest on poniekąd nabywany, np. poprzez doświadczenie, ale też występuje samoistnie. Wiele razy, w sytuacji dynamicznej, czy mało widocznej podejmowałam takie decyzje. Bardzo ważnym elementem jest czucie gry i pozwolenie zawodnikom na jej płynność. Moim zdaniem i tym czym się kieruję jest to, ze nie możemy stać się głównymi bohaterami tego wydarzenia. Zdarzają się tez kontrowersje, warto dodać, że kontrowersja nie jest błędem. Wystarczy zinterpretować pewną sytuację inaczej, np. nie znając wszystkich wykładników.

Dużo przyjaciół spotkałaś na swojej karierze sędziowskiej? Czy zdarzają się osoby zazdrosne?
Jeżeli chodzi o przyjaciół to spotkałam ich bardzo dużo. Jest to jednak zamknięty krąg osób, z którymi wyjeżdżamy na mecze, a także spędzamy wolny czas na różne sposoby. Stają się po części jak rodzina – niestety dzielą nas czasami spore kilometry. Czy zdarzają się osoby zazdrosne? Myślę, ze jak w życiu codziennym, zawodowym – pewnie tak, ale nigdy na to nie zwracam uwagi, bo wiem ile pracy i poświęceń mnie to kosztowało i nadal nad tym pracuję.

Wolisz sędziować mecze żeńskie czy męskie?
Podział na ligę kobiecą i męską jest dość powszechnie zauważalny. Są to najczęściej sprawy finansowe, czy popularność danej kategorii. Piłka kobieca ciągle musi pracować nad tym, aby być zauważalną. W niektórych częściach Polski jest zaniedbywana tracąc przy tym dobre zawodniczki. Często nie ułatwiają tego władze miast, bez których kluby nie są w stanie wystartować w lidze i cieszyć się tą pasją, często poświęcając cale swoje życie. Jeżeli chodzi o sędziowanie meczów kobiet i mężczyzn również widać tą różnicę. W lidze seniorskiej mężczyzn tempo gry jest dużo szybsze, poziom fauli również wzrasta, ilość kibiców i oprawy są zjawiskiem nie do opisania. W świecie kobiet- w zależności oczywiście od rangi spotkania - to tempo jest wolniejsze, często zauważalne są przewinienia, ale co jest bardzo ważnym elementem mecze te technicznie wyglądają dużo lepiej. Wiec ciężko jednoznacznie określić. Wpływ na to ma ranga, zespoły oraz atmosfera meczu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Dominika Lonc, sędzia piłkarska: Początki bywały trudne. Głównie przez stereotypy [ROZMOWA] - Nowiny

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie